Chewsuretia | Хевсурети

Chewsuretia

Na Wschodnim Kaukazie, po północnej i południowej stronie głównego działu wodnego Kaukazu żyją Chewsurowie – lud o wyjątkowych dziejach i charakterze, którego dramatyczny żywot i odmienne od innych tradycje od zawsze były przedmiotem zainteresowania naukowców oraz źródłem inspiracji dla pisarzy i poetów. Jeszcze sześćdziesiąt kilka lat temu w Chewsuretii można było zetknąć się z wojownikami rodem ze średniowiecza, odzianymi w kolczugi, uzbrojonymi w miecze, kindżały i tarcze. Niedawno pewien starzec opowiadał o wojnie, która wybuchła w 1901 roku między dwiema chewsurskimi wioskami, Szatili i Guro. Na letnie święto Atengenoby spory o pastwiska narosły do tego stopnia, że dochodziło do pojedynków, w których wielu mieszkańców zostało rannych, a siedmiu mężczyzn poniosło śmierć. Następstwem tych wydarzeń były trwające przez dziesięciolecia konflikty i krwawe odwety. Starzec opowiadał, że w pierwszym starciu mieszkańcy Guro odnieśli większe straty –Szatilijczycy mieli do dyspozycji broń palną, podczas gdy Gurojczycy tylko miecze i kindżały. Chewsuretia to wyjątkowy region, nazywam go krajem poetów uwięzionych wśród skał. Chewsurowie kochają tworzyć poezję i bardzo dobrze się na tym znają. Miejscowe pieśni nie wyróżniają się pod względem muzycznym – co wcale nie jest zarzutem, ponieważ to słowo jest główną formą wyrazu Chewsurów. Chewsur bierze do ręki panduri (trzystrunowy instrument szarpany, przypominający bałałajkę), dla większej siły oddziaływania obniża głos, pociąga za struny i śpiewa pieśń słynnego lub zupełnie nieznanego poety chewsurskiego, a nawet swoją własną, która a nuż okaże się arcydziełem. W Chewsuretii nigdy nie spisywano kronik, dlatego też poezja ludowa i podania, skrupulatnie, z pokolenia na pokolenie przekazywane na przestrzeni wieków, stanowią niemal jedyne źródło wiedzy o tutejszej historii. Dzięki temu do naszych czasów przetrwały imiona licznych bohaterów, którzy zasłynęli w walce, czy też wybitnych myśliwych. Historie opowiadające o nich, jak i o całej Chewsuretii, mają dokładną geografię, lecz nieznaną chronologię. „Dawno temu” – tak powie Chewsur, i może to oznaczać jeden, dwa lub nawet trzy wieki. Dokładne daty niemal straciły znaczenie, a opowieści w ten sposób stały się mitami. Chewsurowie pojawiają się w historiografii zazwyczaj z jednego powodu – w burzliwych czasach pomagali nizinnym regionom Gruzji. Zdarzyło się tak choćby w 1659 roku, kiedy wojska Chewsurów, Tuszyńców i Pszawów zeszły z gór i niczym lawina uderzyły na Persów i sprowadzonych przez nich Turków w dolinie rzeki Alazanii, oswabadzając całą Kachetię spod władzy okupantów Byli oni najlepszymi wojownikami – we władaniu mieczem i tarczą nie mieli sobie równych. Najbardziej cenili sobie Chewsurowie swą wolność, nie znali systemu feudalnego i nigdy nie kłaniali się żadnemu panu, oddając cześć tylko krzyżowi i ikonom. Najważniejszym przedmiotem kultu jest w Chewsuretii krzyż z Gudani, a większość Chewsurów uważa się za jego W legendach gór Kartlii i Kachetii pozostały opowieści o wizytach króla Ereklego II. Od drugiej połowy XVIII w. w armii tego wojowniczego władcy zawsze służyli chewsurscy wojownicy. Chewsurowie żywili do niego szacunek i miłość, które oprócz osobistej odwagi i wojowniczości króla mają też inne wyjaśnienie – Erekle był zaprzysiężonym bratem krzyża z Gudani. Wchodził samotnie do świętego miejsca (gdzie prawo wstępu mieli tylko chucesi – kapłani miejscowego kultu) i stamtąd wynosił rzekome polecenia wydane przez krzyż. Wydaje się, że król często wykorzystywał wierzenia Chewsurów i sprawiał, że wykonywali jego polecenia w imię swojego świętego miejsca. Chewsurska mitologia również posiada bardzo konkretną geografię. Tu i w sąsiedniej Pszawii opowiedzą ci o złych stworzeniach – dewi oraz o żyjących na wolnych od ludzi ziemiach bóstwach – gwtisszwilebi (dzieciach bożych), które w czasie bitwy zrzucają na pole walki głazy, porąbane ich bronią odłamki skał. Na ziemi gwtisszwilebi byli postrzegani jako wszechmocni wojownicy, utożsamiani z ciałami niebieskimi i gwiazdami: Iaschari, Kopala, Pirkuszi (bóstwo kowali), Ber-Baaduri, ich starszy brat – Kwiria (bóstwo sprawiedliwości) – czyli Gwiazda Poranna (Wenus). Ich ziemskie siedliska to chewsurskie i pszawijskie miejsca święte (chati) – proste miejsca kultu, gdzie co roku obchodzi się ludowe święta i dokonuje rytuałów, które można opisać jako osobliwe połączenie pogaństwa i chrześcijaństwa. Ku chwale bóstw warzone jest piwo, które uważane jest w Chewsuretii za boski napój. i zarzyna się wiele sztuk owiec i bydła. W ten sposób Chewsurzy proszą w swoich świętych miejscach o przychylność bóstw. Ten region to prawdziwy raj dla etnografów i antropologów. Dziś jeszcze można tu doświadczyć obrzędów, które są archaiczne i mają swe źródło w świecie przedchrześcijańskim. Ku czci zmarłego mężczyzny Chewsurowie zawsze urządzają wyścigi konne, które są jednym z najbardziej poruszających widoków, jakie kiedykolwiek dane było mi widzieć. Lamenty kobiet, cwał nieosiodłanych, specjalnie przyozdobionych na tę okazję koni, mnóstwo napitku, uczta i śmiałe zawody dedykowane zmarłemu, podobne do tych, które opisywał Homer w „Iliadzie”. Pamiętacie pogrzeb Patroklesa, kiedy Achilles zarządza wyścigi konne i sowicie nagradza zwycięzcę? W chewsurskich wyścigach udział bierze koń zmarłego. Nazywają go „koniem duszy”. Dusza zmarłego opuszcza na nim świat doczesny, aby udać się do lepszego świata. Tam pierwsi wychodzą mu na spotkanie wujowie – bracia matki – i zasiadają wspólnie do suto zastawionego stołu. Dziś w Chewsuretii nie pozostali już niemal żadni mieszkańcy. To tragiczny i niemal nieodwracalny proces. W latach 50. XX w. władze radzieckie przymusowo przesiedliły Chewsurów na niziny. Z czasem część z nich powróciła do kraju swych przodków, lecz główna wioska już wtedy popadła w nieodwracalną ruinę. Co najgorsze, gospodarka na chewsurskiej wsi nie była już potem samowystarczalna. Miejsca, dawniej porośnięte zbożem, leżały odłogiem – duża grupa Chewsurów pozostała na nizinach, a wielu wybrało półkoczowniczy styl życia – latem zabierało swe rodziny i żywy inwentarz w góry, by zimą znów wrócić na niziny. Dziś w Chewsuretii osada licząca pięć-sześć rodzin uchodzi za sporą, a w niektórych wioskach mieszka czasem tylko jedna rodzina albo tylko jeden uparty człowiek, który od dziesięcioleci wzbrania się przed opuszczeniem ziemi swych ojców i dziadów. Jeden z mężczyzn tak mi opowiadał: „Przez całą zimę, oprócz bydła, jedyną żywą rzeczą, jaką ujrzało moje oko był lis, który przebiegł po zboczu góry jakieś sto kroków od mojego domu – jego widok niezwykle mnie ucieszył”. Zima to najbardziej dramatyczny czas w Chewsuretii – biała cisza, samotność i długie noce w odciętych od reszty świata wioskach lub ich ruinach. A jeśli zdarzy się jakieś nieszczęście, pomocy nie można oczekiwać znikąd – prawie nigdzie w Chewsuretii telefony komórkowe nie mają zasięgu. Wczesną wiosną, zanim wyrośnie wysoka trawa, dobrze widać ruiny wiosek i fundamenty domów. Wtedy rozumiesz, jak mocno tętniło tu kiedyś życie, a dziś dym dobywa się z jednego, dwóch kominów. To nie przypadek, że Chewsurowie nazywają osiadłe na stałe rodziny „dymami”. Chewsuretia jest piękna. Wąskie, spadziste wąwozy, alpejskie hale i należące do koziorożców – obiektów marzeń każdego miejscowego myśliwego – niedostępne ściany skalne i lodowce, zbocza zawsze porośnięte od północy różanecznikami oraz stojące na baczność, niczym cisi stróże Kaukazu, ufortyfikowane wioski i wieże: Kistani, Lebaiskari, Szatili, Muco. Pomniki przeszłości, postawione na tych surowych terenach, o dachach pokrytych łupkiem, widziały wiele wojen i nieszczęść. Podobne wieże stoją po drugiej stronie gór, na Kaukazie Północnym – na ziemi historycznych wrogów Chewsurów, Czeczenów i Inguszy. Oba te narody Chewsurowie określali wspólnie jako Kistów. Historia stosunków kistyjsko-chewsurskich pisana była w dużym stopniu krwią, odwetem i kradzieżą bydła, lecz wychowane w surowych prawach tutejszych gór oba plemiona podzielały wspólny system wartości, w którym wzajemny szacunek zajmował podobne miejsce, co wrogość i niezgoda. Największym bogactwem Chewsuretii i tak są tutejsi ludzie – gościnni i dumni, nawet na nizinach pozostający wiernymi prawom swych gór. Proces migracji tego interesującego ludu na niziny trwa do dziś i ma nieodwracalny charakter. To tragedia o charakterze narodowym. Bez Chewsurów Chewsuretia wciąż pozostanie pięknym miejscem – niezwykle pięknym, ale pustym i mdłym.